nisza_E - 2014-03-19 16:34:17

Często słyszałam jak Domini, czy uległe nazywali sesją np. godzinne spotkanie, czy "wieczorny seks".

Dla mnie istnieje ogromna różnica pomiędzy sesją a takim spotkaniem. Oczywiście daleka jestem od określania, że np. jedna godzina to spotkanie a trzy to już sesja. Jednakże, uważam że określanie tego typu spotkań "sesją" jest trochę nadużyciem.

Będąc szczerą to taką prawdziwą sesję przeżyłam w swoim życiu może raz. Trwała około 7 godzin ciągiem. I jest to naprawdę zupełnie coś innego niż zwyczajna zabawa, czy właśnie "wieczorny seks"

chococarmel - 2014-03-24 16:55:32

Uważam ( może oczywiście błędnie ), że sesje są miedzy osobami bez głębszego zaangażowania emocjonalnego. Wydaje mi się, że osoby będące w związku partnerskim nie używają tego słowa w stosunku do swoich czynów, dla nich jest to po prostu akt miłosny ( innego terminu chyba nie mogłam tutaj użyć ). Jednakże, jeżeli macie zupełnie odmienny punkt widzenia, chętnie podyskutuję. Może się nawet czegoś nauczę :)

nisza_E - 2014-03-25 10:37:09

Nie wiem czy dobrze rozumiem - sesja jest tylko pomiędzy "parami" z doskoku, a w przypadku partnerów w klimacie to tylko "akt miłosny", tak?

To ja się chyba nie do końca zgadzam - chociaż nie do końca potrafię zdefiniować co to dokładnie oznacza z tą sesją. Nie wiem gdzie jest ta granica - tak analizując to dochodzę do wniosku że w momencie, kiedy Pan po prostu chce się mną pobawić, czy sprawić przyjemność mnie, to traktuję to jako "akt miłosny", natomiast kiedy robi ze mną coś, co ma mnie czegoś nauczyć czy mi udowodnić (co automatycznie wiąże się z odcinkiem czasu poświęconym), to podświadomie jest to dla mnie "sesja".

Czarna_porzeczka - 2014-03-25 11:23:48

Dla mnie sesja to czas w którym bdsm jest czymś najważniejszym, kiedy w sposób praktyczny i mocniejszy niż na codzień jest mi okazywana dominacja mego Pana, Sesja to czas w którym najbardziej przełamuję siebie pod względem fizycznym i psychicznym. Poza tym dla każdego to może być coś innego- subiektywne pojęcie:)

chococarmel - 2014-03-25 16:33:45

W sumie to nie ma jednoznacznej definicji "sesji", każdy postrzega ją inaczej. Gdy zaczełam zgłębiać teorie BDSM jedynymi owymi określeniami z jakimi się spotkałam na wszelakich stronach były typu : " Nie szukam związku, intersują mnie jedynie pojedyńcze sesje ", najczęściej obramowane były cennikiem. Więc doszłam do wniosku, że są czymś w rodzaju układu bez zobowiązań.

nisza_E - 2014-03-26 13:31:07

Ale myślę choco, że po części masz rację - bo osoby które spotykają się na takich zasadach spotykają się właśnie na sesje. Tyle tylko że problem zaczyna się z przyklejeniem łatki w związkach 24/7 - gdzie jest sesja a gdzie tylko "bunga-bunga" :p

chococarmel - 2014-03-26 16:33:08

Wiesz, ja uważam, że to wszystko zależy od partnerów. Według mnie praktycznie większej różnicy tu nie ma, jedynie nazewnictwo swoich praktyk.

nisza_E - 2014-03-27 17:15:53

A w zasadzie co sądzicie na temat nazewnictwa? Czy są takie rzeczy, które zwyczajnie mają swoją nazwę i nie powinno się nią nazywać innych rzeczy? Tzn, jeżeli sesja ma jakąś swoją definicję to czy można nazwać tak cokolwiek innego poza tą ustaloną definicją.

chococarmel - 2014-03-27 18:37:31

Tak, zdecydowanie. Każdy ma prawo do własnego wyjaśnienia i interpretacji danego słowa ( no oczywiście w granicach rozsądku. W końcu nie nazwiesz odkurzania, myciem podłóg. Taki mój głupi przykład :) ).

nisza_E - 2014-03-28 10:12:45

Oj choco, ja kocham przykłady w każdej formie :D Co do tych definicji, to oczywiście - można poruszać się w granicach ustalonych przez definicję. Przynajmniej tak zrozumiałam to co napisałaś. W końcu z tego wywodzi się to słynne już chyba powiedzenie, że "każdy ma swoje własne BDSM". Jestem tylko ciekawa jak daleko można się w tym posunąć. Tak jak tutaj w przypadku sesji - opinie są podzielone, i to dość mocno. Wręcz wykluczające się nawzajem.

Właśnie tak mnie zastanowiło, i grzebnęłam. Ciocia Wikipedia w artykule o BDSM podaje np. tak:


"Spotkania BDSM zazwyczaj odbywają się w określonym terminie uzgodnionym przez obie strony. Odgrywana jest wówczas „Scena” albo cała „sesja”."

Więc to by się akurat pokrywało z tym co Ty choco pisałaś.

źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/BDSM

xamira - 2014-03-28 11:58:03

ok ale z tego co pamiętam, wikipedia nie podaje definicji sceny i sesji (chyba, że się mylę, bo dawno tam nie zaglądałam)
dla mnie sesja może być co prawda uzgodnionym, choć nieoczekiwanym jednym spotkaniem, lub serią cyklicznych spotkań i nie koniecznie za kasę
Gdzieś spotkałam się z określeniem, że sesja jest to realizacja scenariusza, która przebiega od deski do deski, wszystkie elementy muszą być zrealizowane w taki sposób, aby dawały pewne zadowolenie obydwóm strono

nisza_E - 2014-03-28 12:10:04

Wikipedia podaje tylko tyle, ile skopiowałam powyżej. Przynajmniej ja niczego innego tam nie znalazłam. Może to moja nadinterpretacja, ale ja scenę rozumiem jako odegranie pewnej roli, w określonym momencie, przez określone osoby. A skoro "odegranie" to chyba ciężko to przełożyć na kochanków, czy relacje 24/7. Chyba, że sobie planujemy że np. w tym i w tym dniu, o tej i o tej godzinie poświęcimy tyle i tyle i zrobimy to i to.

Xamira, a widzisz "sesję" pomiędzy relacją 24/7 czy chociażby małżeństwem? Bo nie wiem, czy dobrze rozumiem Twoje podejście.

xamira - 2014-03-28 20:29:17

ja określenie sesji wyczytałam albo na bdsm.org, który już nie istnieje, albo na stronie szkoły bdsm Artystypa z Cyreny
Natomiast nie wydaje mi się aby sesja nie mogłaby się odbyć w układzie 24/7 lub małżeństwie
Wszystko zależy Waszych, a raczej od pomysłów Twojego Pana...

Lindsey - 2014-03-28 21:32:42

Dla mnei sesja jako sesja(jako nazwa)- nie ma racji bytu w klimacie wgl :P

xamira - 2014-03-28 21:52:00

to też tylko kwestia nazewnictwa...

chococarmel - 2014-03-30 10:01:13

O Lindsey, zainteresowałaś mnie :) dlaczego dokładnie ?

Lindsey - 2014-03-30 13:36:49

Hmm dlaczego?
Nazewnictwo które wpajane jest tak mocno ' nowym' uległym jak i po prostu do samego klimatu jest dla mnie niejako upośledzeniem, i rodzajem pójścia na skróty.
W końcu łatwiej w anonsie napisac " szukam sukę na sesję" niż " jestem ..... mam lat .... interesuje sie ...poszukuje kobiety ktora ...", ale to tylko jeden z prostszych przykładów.

Dla mnie używanie słowa sesja, może w życiu się znajdowac ale nie w stosunku do klimatu. Rozumiem sesja na studiach, sesja fotograficzna- ale sesja jako spotkanie Pana i uległej i jako sama częśc relacji- jest dla mnie bardzo nie na miejscu. Uproszczenie które powinno zostac wyrzucone z hukiem do śmietnika.
Spotkanie z Panem, trening, tresura..- rozumiem. Ale sesja ?? Na litośc :(

Klimat zawsze był czymś wyjątkowym a jego przeobrażanie się niestety moim zdaniem idzie w złą stronę- oczywiście o ogólnym mniemaniu. Jest bardzo spłycany, teraz każdej kobiecie która dotknęła delikatnie klimatu, wydaje się że jest to coś prostego i przyjemnego.
Pojadę na sesje do tego faceta zleje mi tyłek zerżnie i jeszcze opłaci hotel- życ nie umierac.
Dużo takich par spotkałam, i może dlatego gdy słyszę hasło ''sesja'' to włosy mi się na głowie jeżą..

nisza_E - 2014-03-30 13:44:37

Nie wiem czy dobrze rozumiem - chodzi Ci o to, że sesja to coś więcej niż spotkanie w hotelu, zerżnięcie i zlanie tyłka? Czy o to, że w ogóle coś takiego nie istnieje?

Lindsey - 2014-03-30 13:49:30

W sumei i to i to. Pewnie jest to kwestią mojego podejścia.
Raz, jeśli już musimy posłużyc się słowem sesja - to tak jest to coś więcej niż owe zerżnięcie i zlanie tyłka- i o tym ludzie zapomnieli.
Dwa, właśnie przez to zapominanie, w obecnej chwili, w tych czasach i przy takim podejściu- uważam że nie możemy pozwolic sobie na takie podejscie do tematu.

nisza_E - 2014-03-30 14:02:17

To jak Ty w takim razie rozumiesz sesję?

Lindsey - 2014-03-30 14:13:49

Ja sama w sobie, nie rozumiem słowa sesja wgl. po prostu go nie uznaję. I niezbyt dociekam, co dlka kogo to słowo znaczy..

nisza_E - 2014-03-30 16:59:39

Jest to na pewno fajne, że nie trzeba nazywać tego cyz tamtego w ten a nie inny sposób. To prawda.

Czasem jednak ciekawi mnie, że powstają pewne twory, które dla każdego oznaczają coś innego. Np. religie bądź nauki definiują pewne zjawiska i nazywają to co się dzieje. Nie spotkałam się w klimacie z taką encyklopedią, co jest czym.

Lindsey - 2014-03-30 19:17:58

A szkoda ze nie ma takiej encyklopedii :D

xamira - 2014-03-30 19:19:31

natomiast słowniczek pojęć jak najbardziej istnieje, czasami są to tylko podstawowe opisy, czasami bardzo mocno rozwinięte opisy

Lindsey - 2014-03-30 19:58:28

Ale nie ma jednego ustalonego słownika, zatwierdzonego przez danych specjalistów.
Nie trudno określić co to knebel, ale umownego słownika nie ma- i zapewne nie bedzie.
Choc moze za wiele, wiele lat....

xamira - 2014-03-30 20:03:21

Kochanie jest umowny słownik, na każdej stronie klimatycznej jest praktycznie taki sam opis dany pojęć, z tym,że jedni ograniczyli się tylko do podstawowego tłumaczenia, drudzy natomiast do rozszerzonej, bardziej przystępnej wersji

Lindsey - 2014-03-30 20:16:46

O tym mowie, nawet jesli istnieje to nie daje nam to wiele.
Bo definicje rzeczy i prczyslowiowych powtarzających ssie sytuacji to i ja zrobic moge..
A za duzo to on mi nie da.

Mysle ze za daleko wędrujemy, bo odbiegamy od tematu..

xamira - 2014-03-30 20:42:03

możliwe, ale w zadnym słowniku nie znalazłam wyjaśnienia słowa sesja...

chococarmel - 2014-03-30 20:46:08

Lindsey napisał:

Hmm dlaczego?
Nazewnictwo które wpajane jest tak mocno ' nowym' uległym jak i po prostu do samego klimatu jest dla mnie niejako upośledzeniem, i rodzajem pójścia na skróty.
W końcu łatwiej w anonsie napisac " szukam sukę na sesję" niż " jestem ..... mam lat .... interesuje sie ...poszukuje kobiety ktora ...", ale to tylko jeden z prostszych przykładów.

Dla mnie używanie słowa sesja, może w życiu się znajdowac ale nie w stosunku do klimatu. Rozumiem sesja na studiach, sesja fotograficzna- ale sesja jako spotkanie Pana i uległej i jako sama częśc relacji- jest dla mnie bardzo nie na miejscu. Uproszczenie które powinno zostac wyrzucone z hukiem do śmietnika.
Spotkanie z Panem, trening, tresura..- rozumiem. Ale sesja ?? Na litośc :(

Klimat zawsze był czymś wyjątkowym a jego przeobrażanie się niestety moim zdaniem idzie w złą stronę- oczywiście o ogólnym mniemaniu. Jest bardzo spłycany, teraz każdej kobiecie która dotknęła delikatnie klimatu, wydaje się że jest to coś prostego i przyjemnego.
Pojadę na sesje do tego faceta zleje mi tyłek zerżnie i jeszcze opłaci hotel- życ nie umierac.
Dużo takich par spotkałam, i może dlatego gdy słyszę hasło ''sesja'' to włosy mi się na głowie jeżą..

Mam co do ciebie bardzo podobny punkt widzenia, dlatego właśnie napisałam, że mnie zainteresowałaś. Sorki, miałam zacytować twój post o tym, że dla ciebie coś takiego jak sesja nie istnieje w prawdziwym klimacie. Niestety już teraz nawet w tej sferze intymność zamienia się na pieniądze. Przykre.

Lindsey - 2014-03-30 20:47:37

Chococarmel, fajnie że mamy podobne podejście ;)
A co do twojej drugiej części wypowiedzi..niestety, jest to przykra prawda, choć są takie wspaniałe i cudowne wyjątki jak MY ! :D

chococarmel - 2014-03-30 21:30:15

Och ! Wpaniali my ! :D To mi się podoba. To co Lindsey, zakładamy własnych 'Świadków z klimatu' ? ;p

Lindsey - 2014-03-30 21:38:33

Pewnie że taK :D:D myślę że wyznawców się znajdzie :P
I w sumie kapliczki sie pobuduje :D

nisza_E - 2014-03-31 14:48:11

Temat domin powędrował do działu FemDom ;)

A co do klimatycznej encyklopedii to nie wiem czy byłoby to realne. Pewne pojęcia da się zdefiniować, owszem, ale tam gdzie sięgamy do emocji nie wiem czy istnieje jedna definicja dla wszystkich. Choć może na podstawie szeroko zakrojonych badań dałoby się znaleźć elementy wspólne dla wszystkich.

Lindsey - 2014-04-01 12:49:07

Każdy emocje przetwarza i odczuwa je inaczej, ciężko by więc było ustalić jedną wspólną.. masz rację Niszo.
Więc stworzenie takiej encyklopedii będzie pewnie możliwe ale za wiele wiele wieleeeeeeeee lat :P
Jak już zachce się komuś robić takie badania:D

nisza_E - 2014-04-01 14:28:20

Gdyby się dało z tego żyć to kto wie - może bym takie coś zrobiła :P No i oczywiście gdybym miała odpowiednią wiedzę :) Aczkolwiek nie ulega wątpliwości, że strasznie ciężko dyskutuje się nie mając wspólnego mianownika, wspólnej bazy. I podobnie z tą sesją. Nawet wczoraj z Panem dyskutowaliśmy czym to w ogóle jest, i też nasze zdania były podzielone.

Lindsey - 2014-04-01 15:38:58

Hahaha no jeśli dałoby się wyżyć to też bym się zabrała :P
Ale przynajmniej takie dyskusje często bywają ciekawe :D

Poznańska Łasiczka - 2014-04-07 13:29:41

Wg. mnie sesja to czas poświęcony przez dominującego wyłącznie swojej uległej. Na tresurę, na pokonywanie granic, na pewne czynności, albo zestaw czynności/elementów, których nie ma codziennie. Chyba o wiele prościej mówić o sesji w przypadku pojedynczych spotkań, ale wtedy to raczej odgrywanie pewnych ról, choć to też będzie inaczej wyglądało w przypadku obcych sobie ludzi, których łączy tylko relacja, a inaczej w przypadku osób, którzy są w związku i planują wspólne życie.  Nie uważam, aby spotkanie na seks i zerżnięcie laski w każdy możliwy sposób przez faceta było sesją.. Chociaż w pewnym sensie to jest sesja, czyli umówiony okres, w którym dzieją się umówione rzeczy tak samo jak sesja egzaminacyjna na studiach, sesja informatyczna, sesja rady miasta itd. Umawiając się z prostytutką można powiedzieć, że też się ktoś umawia na sesje, tak jak u masażysty...

W sumie sesja w klimatach BDSM to spotkanie w określonym miejscu i czasie, na którym pojawiają się elementy BDSM'u...

nisza_E - 2014-04-07 20:56:28

Tu się z Tobą zgodzę. Aczkolwiek z uporem maniaka będę tutaj podkreślać znaczenie czasu. Choć analizując konkretne sytuacje nie do końca jestem przekonana gdzie i jak to definiować.

No bo przecież jeśli Pan każe mi klęknąć i zaszczekać, a ja mam z tym cholerny problem i poklęczę na podłodze, pomęczę się i co? Była to sesja?

Walczyłabym z sobą jak nigdy, Pan poświęciłby mi 100% z tych 15 minut. Ale czy można nazwać to sesją?

Poznańska Łasiczka - 2014-04-07 21:08:36

A jak sesja rady miasta trwa 15 minut to jest sesja? Czy spotkanie radnych na kawie?

nisza_E - 2014-04-07 21:41:49

No to w wielu związkach sesja powinna trwać 24/7 a uważam, że sesja jest czymś więcej, czymś... Hm... Wyjątkowym. Co wymaga przygotowań, planu, powinna być wartościowa...

Taka sytuacja jak opisana powyżej to raczej jakiś przejaw relacji, ale czy aby na pewno sesja?

Poznańska Łasiczka - 2014-04-08 08:37:50

Tylko myślę, że trzeba zacząć od samego tego czym jest sesja. Nie w relacji a co oznacza słowo "sesja". Tak jak napisała Lindsay jest sesja fotograficzna, na studiach ja dopisałam rady miasta czy masażu... czyli określony czas poświęcony danej czynności. I właściwie po przeczytaniu jeszcze raz wszystkich postów zgadzam się z Lin, że ludzie nie potrzebnie adaptują słowo "sesja" do klimatu, ale jeśli już to będę obstawać przy tym, że ogólnie sesja BDSM to czas, w którym osoby wykonują czynności związane z BDSM a skrótu chyba nie muszę rozwijać.   Ja jestem za tym aby pozostać przy np. szkoleniu  czy tresurze ( chodź to z kolei mi się za bardzo ze zwierzętami, a uzwierzęcenia chcemy uniknąć) . Ale jeśli już miałabym określić czym dla mnie jest sesja to tak jak napisałam. Jest to czas, który Pan poświęca tylko mi, zajmuje się mną w sposób jaki nie robi na  co dzień, nie trwa to 5 - 10 min a zdecydowanie dłużej. Czy wg scenariusza? Nie, bo nie lubię wiedzieć co będzie się działo, chyba że to scenariusz wyłącznie w Pana głowie.

nisza_E - 2014-04-08 10:03:22

No więc mnie Łasiczko, głównie o to chodziło, że 5-10 minut z Panem to jeszcze nie sesja

Poznańska Łasiczka - 2014-04-08 10:42:48

No nie, ale 30 min?  ( droczę się teraz :P)

Pytanie czy w momencie kiedy Pan każe mi uklęknąć, zasłania mi oczy, wiąże, dotyka to tu to tam, sprowadza do ulubionej pozycji, podsuwa stopy do całowania, obija pośladki, każe coś zrobić.. np. zamknąć drzwi bez wstawania, czy podać jakieś narzędzia bez używania rąk, czy.. wiecie o co chodzi, ... itd... i to trwa powiedzmy godzinę czy dwie to już jest sesja czy jeszcze nie?

nisza_E - 2014-04-08 11:16:05

Po 1 to jak zamknąć drzwi bez wstawania :P? Telepatycznie kurna :D?

No więc właśnie - to jest mój dylemat. Bo dla mnie to typowe, wieczorne bunga-bunga jest. Ale z kolei kiedy np. wstaję rano i przez cały dzień praktycznie nie podnoszę się z kolan, a wieczorem nie czuje żadnej części ciała to nie mam jakoś wątpliwości i nie wiem gdzie ta granica jest. Bo co, 7 godzin to tak, ale 2 to już nie?

Poznańska Łasiczka - 2014-04-08 11:28:27

Bunga bunga bez seksu? Trochę dziwnie :D I nie wieczorne, bo to środek dnia był :D

Nie wstając w sensie na kolanach ;) Tak mi się przypomniało jak na samym początku Pan sprawdzał czy potrafię słuchać i wydawał nastepujące polecenia:
klęknij, podejdź do drzwi, zamknij je, wróć.
I w momencie "podejdź do drzwi" miałam dylemat, bo podejdź to dla mnie na stojąco, a tu chodziło o to, żebym nie wstała, bo takiego polecenia nie było, więc na kolanach miałam tam podejść.

Hmm... widzisz ja nie spędzam "całych dni na kolanach", mam wrażenie, że takie codzienne życie nie różni się u Nas od zwykłego związku, a momenty, w których jestem na kolanach, albo w innej pozycji obrazującej uniżenie i uległość sa dla mnie szczególne. Może mi łatwiej, więc oddzielić hmmm mini- sesje od codzienności...
Aj tutaj Pan by się ze mnie śmiał, bo mam mini-sesje, mini-orgazmy, wszystko mini :D

nisza_E - 2014-04-08 15:38:27

Hehe :D Oj bo Ty myślisz,że żeby było bunga-bunga to od razu musi być akt penetracji :D To szersze pojęcie jest :P

Ja też nie zasuwam na kolanach po całych dniach. Ale raz od wielkiego święta zdarzają się takie dni, np. kiedy chodzę po całych dniach nago, związana czy np. gdy nie wolno mi patrzeć Panu w oczy. Poza takimi dniami, to również niewiele się różnimy (poza tym, że gdybym powiedziała "nie" to pewnie bym w dupe dostała :P) od pary waniliowej.

Poznańska Łasiczka - 2014-04-08 16:09:18

Ja gdybym powiedziała "nie"... to bym właśnie nie dostała :D

nisza_E - 2014-04-08 16:18:44

Bo kara powinna być adekwatna do winy :P I dotkliwa :P

EDIT:

Dyskusja o karach przeniesiona tutaj:

http://www.forumbdsm.pun.pl/kary-psych-fiz-58.html

malenstwo - 2014-08-11 15:21:24

Dla mnie słowo "sesja" nie ma absolutnego znaczenia. Nigdy nie było u nas używane, a ja mogę śmiało powiedzieć, że nigdy sesji nie miałam :)
Zawsze jak Pan jest w domu, wieczory wyglądaja u nas tak samo. Jak dzieciaki zasną, to ja myk po obrożę i juz dalej robię w sumie tylko to co Pan powie albo na co pozwoli. Zawsze jednak zaczyna się od masażu Pańskich stóp. I tak w sumie dzień w dzień od 21 do 1 w nocy. A jeśli tylko jest możliwość wysyłamy dzieciaki do babci na weekend i wtedy te nasze wieczory zamieniają się w weekendy. I termin sesja jakoś mi tu nie pasuje, może dlatego, że tak już się u nas działo zanim poznaliśmy "terminologię BDSM", u nas to wszystko ma inne określenie: ZABAWA. Może to infantylne trochę, ale jak inaczej nazwać coś, co daje radość? :D

alamajka - 2014-08-29 22:02:27

U nas też nie funkcjonuje określenie "sesja".
Może dlatego, że obojgu nam kojarzy się ze spotkaniem, kiedy nie ma relacji? Kiedy dwoje praktycznie obcych sobie ludzi spotyka się tylko po to, żeby "praktykować" klimat. Albo nie łączy ich nic oprócz tych spotkań (nawet latami). Bo gdzie u nas wydzielić, kiedy to jest sesja, a kiedy nie jest? Bo idziemy przez miasto, a ja w obroży, to to jest sesja? Albo jesteśmy w domu (wynajęliśmy mieszkanie, bo w sumie wychodzi taniej już niż hotele) i On siedzi w fotelu, ja klęczę obok i rozmawiamy o pierdołach, to co to wtedy jest? Gdzie niby miałaby przebiegać granica "randki", bycia ze sobą, spędzania razem czasu, a sesji?

Havoc - 2014-09-01 10:24:57

Kwantowanie emocji na "sesje" nigdy do mnie nie przemawiało. Bo co to tak naprawdę znaczy? Jest sesja jest dominacja/uległość, sesja się kończy dominacja/uległość się wyłącza? Owszem, w czasie spotkania są one znacznie bardziej intensywne i namacalne, ale tak naprawdę przeplatają się z zżyciem cały czas. Pulsują pod skórą, wplatają się w słowa, skojarzenia, zachowanie, dobór ubioru czy dodatków.
"Sesje" przypominają mi amerykańskie serie podręczników dla hobbystów nastawionych na szybki sukces, choćby "Jazda konna w jeden weekend" czy "Szydełkowanie w jeden weekend".

nisza_E - 2014-09-15 13:49:17

Myślę, że tutaj pytanie jest zasadne wyłącznie w przypadku długotrwałych relacji opartych na czymś więcej niż tylko na seksie. Bo sesją dla nich jest każde spotkanie na którym nie ma nic innego oprócz klimatu. Mówiąc brzydko i w dużym uproszczeniu: przychodzą, wyskakują z ciuszków, bunga-bunga i do domu.
To tak nawiązując do postu Havoca.

U nas w sumie słowo jako takie również nie funkcjonuje już na dzień dzisiejszy, chociaż nadal jestem skłonna rozdzielać pewne "zachowania". Zupełnie inaczej odczuwam i odbieram dominację przejawiającą się w codziennym życiu a inaczej skondensowaną dawkę zamkniętą w konkretnych "ramkach". Może to właśnie chodzi o ten "stan umysłu"?

Borealiss - 2015-02-01 11:27:45

Odpycha mnie całkowicie słowo " sesja" jest obdarta z uczuć i emocji . Dla mnie , może dlatego że takiej prawdziwej sesji to chyba nie przeżyłam. Dla mnie to zawsze są spotkania, sesja kojarzy mi się z planem zdjęciowym, przybieraniem poz, pozoranctwem właśnie.... ale to tylko moje skojarzenia. Taka nienaturalność.

Spotkanie to spotkanie.... czy trwa godzinę czy dwa dni. Bo się zachciało wspólnego wypadu na weekend.
Ważne że jestem to ja i On ;)

jankowalskidate - 2015-05-13 13:32:03

no własnie to coś więcej niż zwykły sex...

nisza_E - 2015-05-13 14:02:06

Jestem skłonna stwierdzić, że tu w ogóle nie chodzi o seks ;)

Zła - 2015-08-15 19:05:01

malenstwo - zupełnie się zgadzam, u mnie też zawsze była i będzie to zabawa, nawet nie wiem czy mogła bym bawić się z partnerem który podchodzi do tego, w moim odczuciu, z takim wielkim nadęciem i teatralnością czyli dziś mamy "SESJE" :D

Z tym że sesja w rozumieniu praktycznym nie może trwać 5-10 minut akurat się nie zgodzę :) Oczywiście to moja osobista opinia, możliwe że wynika z osobistego traktowania zabaw takich a nie innych, ale bywa też i tak że idziemy gdzieś na przykład ze znajomymi, i gdzieś w przerwie okazuje się że właśnie na te 5-10 minut możemy być nagle sami i z ręką na sercu mogę oświadczyć że czasem te krótkie chwile są wykorzystywane tak maksymalnie, własnie ze względu na ograniczenie czasowe, iż wspominam je jeszcze długooooo, długo, dlatego że przeżycia emocjonalne pod taką presją wydają mi się nieco "skoncentrowane".

Iivari - 2015-08-22 20:46:47

Samo słowo jest jakieś takie suche, nie oddaje atmosfery rzeczy, które podczas niej zachodzą.
Dla mnie to przede wszystkim czas, w którym nikt nie ma prawa mi przeszkodzić, sprawy dnia codziennego spychane są na dalszy plan. Nie uważam też, że uległa poza sesją wyłącza uległość, a na sesji włącza. Sytuacja powinna potęgować doznania i pozwalać się na nich skupić. Sztuczne odgrywanie ról nigdy się nie sprawdzi, ale głównie dlatego, że role to nie my. To ma być czas jak w parku rozrywki, ostre przejażdżki pozbawiające tchu, na które czeka np. cały rok. i myślisz jak to będzie jak już wsiądziesz w wagonik, z którego nie będzie ucieczki, aż przejażdżka nie dobiegnie końca. (kto nie był w życiu na rollercoasterze, polecam!)
To parę godzin/dni szaleństwa, gdzie spełniasz swoje fantazje z partnerem. Taki "urlop".

Niestety gdy czytam na różnych forach o sesji to zwykle odnosi się to do przygodnego seksu z elementami BDSM lub wizytą w średniowiecznej izbie tortur. Jakby mi ktoś wszedł do pokoju, oznajmił, że od teraz trwa sesja i mam go pobić czy coś, to raczej nie skakałabym z radości. Takie rzeczy obdarte są z intymności, kontaktu i wymiany poglądów. Bordello bum-bum w skali mikro.

www.ptakiozdobne.pun.pl fajne gry singleplayer 7 gier z koniem dlaczego nie zapraszają mnie na imprezy www.impressivehearts.pun.pl